nie ma tego złego...złotego?

Wpisy

  • niedziela, 30 marca 2014
    • Zwrot w przygotowaniach.

      Dzisiaj spotkanie z domniemanym wspólnikiem. Nie czytałem emaila, poprzedniego dnia, w którym wyraził swoją rezygnację. Więc na spotkaniu lekko mnie zaskoczył.

      Już wcześniej czułem, że jest obciążony zanadto. Prawie, chciałem mu sam odmówić na ostatnim spotkaniu miesiąc temu. Nie zrobiłem tego ponieważ się zastrzegał, że nad wszystkim panuje.

      Tak pisał:

      "Drogi .....,

      Chciałem Ciebie przeprosić, ponieważ wiem, że będziesz rozczarowany informacjami, które chciałbym Tobie przekazać.

      W związku ze zmianami, które muszę przeprowadzić w firmie konieczne jest zwieszenie części projektów, które realizujemy i zawężenie  się do projektów, które są kluczowe dla firmy, a tym samym mają finansowanie. Jest to sprawa niezależna ode mnie, ponieważ jestem zobowiązany zaspokoić oczekiwania finansowe mojego zespołu.  Wiem już, że im więcej zwlekam z tymi krokami to powoduje to jedynie nawarstwianie się problemów i zobowiązań, z których nie jestem w stanie wywiązać się terminowo. Bardzo chciałem wspólnie z Tobą realizować pomysł portalu i popełniłem błąd nie wycofując się z niego w czasie naszej rozmowy w cukierni. W czasie naszej rozmowy za bardzo się „nakręciłem”, nie weryfikując dostatecznie naszych możliwości. Nałożyły się na to nowe projekty, które zmuszeni jesteśmy w pierwszej kolejności zrealizować od naszych kluczowych klientów.

      Wiem, że będziesz rozczarowany i czuję się źle z tym, że Ciebie zawiodłem. Oczywiście jeśli uznasz, że nie chcesz ze mną współpracować będzie to dla mnie zrozumiałe. Dlatego też, pomysły i inspiracje, które wniosłem możesz wykorzystać przy współpracy z innymi firmami. W obecnej sytuacji nie roszczę sobie żadnych do nich praw. "

      I takiego listu nie otrzymałem dotychczas.  W podobnej sytuacji byłem może ze 20 razy. Ludzie po prostu odchodzili. 

      Sam jestem temu winien, chyba za dużo razy narzekałem, że jestem sam.

      Nie jestem sam, jest ze mną Bolek i Bartek. W ostatnim czasie regularnie, nawet kilka razy w tygodniu kontaktujemy się i przynajmniej raz na tydzień widzimy się.

      Poprawki portalu zakończyły się. Co jeszcze dobudujemy to się okaże.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 marca 2014 01:32
    • Cześć Poległym w walce

      Wczoraj popełniłem pogrzeb, obrządek pogrzebowy starego przyjaciela z lat studenckich na biologii. Grzegorz Sielski zwali go wszyscy. Dzień wcześniej skremowali go. Od Kaplicy na cmentarzu ze 20 minut szliśmy na skraj cmentarza. Zaledwie 20 m od wyjścia. 6 topól i 1 brzoza rosły u wezgłowia grobu. Ładne miejsce.

      Przyszli dwaj koledzy i koleżanka: Marian, Marek i Ania.  Nie widziałem ich z 15 lat. Może dłużej. Jeden stał się habilitowanym drugi właśnie robił habilitację. Ten drugi specjalizuje się w przeźroczystych motylach. Gości razem było prawie 70 osób.

      Córka powiedziała od siebie do mikrofonu. To prawda, Grzegorz do końca był trzeźwy i precyzyjny na umyśle. Miał pamięć absolutną, tak mówił. Miał dłużej niż ktokolwiek z nas czas na rozmyślanie. Był spokojny cierpliwy i niewymagający.

      Ponieważ mógł tylko komentować, słuchał chętnie tego co wydarzało się w moim i innych życiu. Stąd ważnym tematem w moim opowiadaniu był projekt WI. Brał udział we wszystkich jego etapach. Wspierał go intencją. W jego obecności rodziły się kolejne pomysły i rozwiązania aktualnych problemów.

      A więc Grzegorz wypełnił swoje zadanie dane mu z przekrętem mówiąc wraz z jego nazwiskiem. "Położył" się do łóżka i wszyscy chodzili wokół niego. Potraktował życie lekko. Wykonał więc ogromną pracę, wziął na siebie trud bycia nieuleczalnie chorym, oczekującym śmierci, szczególnie w ostatnich latach prawie każdego dnia.

      Jego córka powiedziała na pogrzebie, że w jego stylu byłoby aby pożegnać Grzegorza słowami

      Cześć Poległym w Walce 

      Rodacy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 marca 2014 01:16
  • niedziela, 23 marca 2014
    • Grzegorz odszedł.

      Wczoraj rano wybrałem się do szpitala 15 km od miasta aby odwiedzić mojego starego przyjaciela. Jest chory od 18 lat na stwardnienie rozsiane lub coś co podobnie wygląda. Leży od 3 lat w szpitalu. Właśnie przenieśli go do nowo zbudowanego oddziału palitatywnego, gdzie leżał już od miesiąca, na parterze.Wcześniej w tym samym szpitalu był na 7 piętrze. Tam widziałem go poprzednim razem i obiecałem, że odwiedzę go wkrótce jak tylko zmieni miejsce..

      Nie był w najlepszym stanie, ledwo oddychał. Przysypiał co chwila. Patrzyliśmy sobie w oczy bo mówić już od roku nie miał siły. Mrugał oczyma i bardzo chętnie słuchał. Opowiedziałem mu więc jak się sprawy mają z projektem. Śledził jego historię już od kilkunastu lat. Mówiłem mniej więcej tak:

      Projekt już właściwie stoi. Ciągle pracuję sam, nie mam zespołu ale go postawiliśmy. Wespół z firmą, która stawiała stronę dla naszego Centrum Symulacji. Przy okazji powstał też nasz projekt. I w piątek naniesiono ostatnie poprawki. Jest lepiej ponieważ szef tej samej firmy obiecał zbudować wszystko od początku na kwiecień. Tymczasem zaprezentujemy to co mamy. Szefowi tej firmy spodobała się nasza koncepcja i szanse uruchomienia na początek integrującego portalu dla branży symulacji medycznej. Mam więc rzeczywiście wspólnika.

      Mimo to jestem sam i mam wrażenie, że wszystko i tak muszę zrobić sam. Jeśli pojawiają się przeszkody lub nawet tylko przeczucie jakiejś możliwej trudności to muszę temu sam wyjść na przeciw. Ponieważ są to moje odczucia, że coś się nie powiedzie, moje lęki, że ktoś powie NIE, moja obawa, że ktoś kto ma moc decyzyjną najzwyczajniej się nie zgodzi - więc muszę to sam przepracować w swym wnętrzu. To w sumie nic innego jak myśli, które mnie nachodzą. I z nimi pracuję. Jak mnie nie nachodzą to wszystko idzie bardziej gładko i szybciej. Wtenczas mnie życie zaskakuje gotowymi rozwiązaniami.

      ------

      w chwilę później do pokoju weszły piguły i zarządziły ewakuację ponieważ miała się oddbyć standardowa toaleta. Pożegnałem się z Grzegorzem a wcześniej chyba po raz pierwszy powiedziałem mu, że go kocham.

      Zatrzymałem się w sąsiadującej miejscowości ponieważ musiałem coś załatwić. Za 15 minut otrzymałem od jego matki telefon, że Grzegorz odszedł do świata świętych. Matka była przez ostatnie kilkanaście lat zawsze przy nim. W szpitalu nocowała też, śpiąc w fotelu. Podczas tej wizyty odnowiliśmy swoje numery w komórkach. Za 15 minut byłem już u niej. Grzegorz jeszcze był normalnie ciepły. Pomodliliśmy się i czkaliśmy godzinę na żonę i córkę, która akurat miała szczęście być w Polsce, ponieważ studiuje za granicą. Ostatnie lata Grzegorz żył jeszcze dla córki, tak mówiła mama.

      Nasze rozmyślania podczas tego spotkania krążyły wokół tego, że umysł aby się odnaleźć tuż po śmierci musi się ustabilizować czym prędzej pokonując niespójność dwóch kierunków osi obrotu tak jakby "astronomicznych wizji". Mianowicie odchylenie osi obrotu ziemi od osi słońca i drogi mlecznej. Punktem łączącym te niespójności było oczywiście przejrzyste światło świadomości i podstawy, którego tego dnia doświadczaliśmy wiele. I z tą kosmiczną świadomością wyszedłem ze szpitala.

      Proszę o modlitwę za Grzegorza przez następne dni.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Grzegorz odszedł.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 marca 2014 13:07