nie ma tego złego...złotego?

Wpisy

  • poniedziałek, 30 marca 2015
  • wtorek, 03 marca 2015
  • piątek, 09 stycznia 2015
    • ... nie włożyłbym już w projekt ani złotówki więcej

      Pewien młody spec od markietingu internetowego zajął się naszym projektem i tak o to opisał swoje wrażenia.
       

      ------------------------------- email z dnia 14.11.2014

      Projekt przeanalizowałem dogłębnie i na wielu płaszczyznach. Skonsultowałem go też z kilkoma osobami z branży i mieliśmy takie same obserwacje i wnioski. Przeczytałem większość podstron na /opisie portalu w sieci...tu był link/, obejrzałem kilka razy Dragon's den.

      Na pierwszy rzut - z pewnością docenić należy zaangażowanie i konsekwencję, z jaką starałeś się przez lata zrealizować ten projekt. Jest to godne podziwu, jak pomimo wielu porażek, podnosiłeś się i z uparciem dążyłeś do realizacji. Doceniam to. Moją rolą jest jednak by merytorycznie wypowiedzieć się na temat projektu i jego możliwości realizacji oraz ewentualnego sukcesu - lub jego braku. 
      Zatem:
      Ogólnie rzecz biorąc pomysł jest sam w sobie dobry. Jednak niestety nie na dzisiejsze czasy. Pomysł jest dobry biorąc pod uwagę stan internetu i mentalności statystycznego internauty z 1999-2000 roku. Czasy, w których powstawały pierwsze katalogi internetowe, zawierające spisy tak nielicznych wtedy stron w sieci, były idealne do stworzenia projektu, który mi przedstawiłeś. I mogło się to (wtedy - i tylko wtedy) udać, w tej formie.
      Nawet gdyby projekt wtedy wystartował, w niedługim czasie musiałoby zmienić model biznesowy i samo swoje funkcjonowanie, by dostosować się do dynamicznie zmieniających się standardów sieciowych itp. Zauważyć więc tu trzeba, że pomysł powstały 14 lat temu niejako 'zawiesił się' na samym sobie, rozwijając się jedynie w postaci 'rozrastania się', nie zaś dostosowywania pomysłu do zmieniających się standardów i nawyków użytkowników. 
      Można by wiele mówić na temat tego dlaczego w dzisiejszych czasach projekt ten nie ma żadnej możliwości zaistnienia i odniesienia sukcesu (mówię nawet o czymś takim jak 50 nowych, aktywnych użytkowników miesięcznie). Przeanalizowałem temat z każdej strony, próbując w jakiś sposób bronić projekt, jednak nie było to możliwe. Uwzględniłem w moich symulacjach nawet takie scenariusze jak wydanie 500 000 zł na marketing - i nawet wtedy, projekt z funkcjonalnościami, jakie mi przedstawiłeś i w tej formie jaką ma - nie będzie mógł odnieść sukcesu. I wszyscy zdobyci za tę kwotę użytkownicy - odejdą.
      Głównym powodem, dla którego nie jest możliwe zrealizować projekt z sukcesem, w postaci takiej, jaką mi zaprezentowałeś jest jedno słowo - Usability. 
       
      Gdy wymyśliliście ten projekt, nie istniały jeszcze ustandaryzowane modele prezentacji informacji, jak również wzorce projektowania serwisów internetowych. W międzyczasie, gdy rozwijaliście projekt, pojawiła się w branży IT nowa nauka, zwana Usability. Wikipedia mówi o niej tak:
      "własność produktów decydująca o ich jakości użytkowej. Pojęcie to odnoszone jest najczęściej do interaktywnych urządzeń, aplikacji oraz stron internetowych (jako web usability)."
      Napisano już dziesiątki książek, stworzono setki stron z wzorcami projektowymi, przeprowadzono tysiące, jeśli nie setki tysięcy, badań na temat użyteczności. W skrócie dziedzina ta mówi o tym co, w jaki sposób, gdzie ma być na stronie zaprezentowane, aby użytkownik końcowy miał możliwość intuicyjnego korzystania z serwisu i mógł go praktycznie wykorzystywać. Ze smutkiem muszę powiedzieć, że serwis - tak, jak mi go przedstawiłeś - łamie chyba większość znanych mi wzorców projektowych, które cechują wszelkiego rodzaju popularne serwisy. To głównie dlatego projekt nie jest możliwy do zrealizowania z sukcesem - na bazie aktualnych badań i wniosków z nich, można stwierdzić, że w formie w jakiej projekt został mi zaprezentowany - po prostu w 99.5% nie będzie używany, a użytkownicy chwilę po wejściu na stronę, natychmiast ją opuszczą (i więcej nie wrócą). Jeśli będziesz chciał/potrzebował, to mogę kiedyś spotkać się i wyjaśnić które elementy jak wpłyną na użytkowników i dlaczego to nie zadziała - zaznaczam jednak, że nie będzie to dyskusja o zasadności wykorzystania poszczególnych elementów, a jednostronny wywód, gdzie powiem Ci 'jak jest', gdyż tak zostało dowiedzione, na bazie wielu badań, i tak po prostu jest - to nie wypali :( Badania, o których mówię, zawierają nawet takie ich formy jak śledzenie przez kamery ruchu gałek ocznych tysięcy uzytkowników, skanujących wzrokiem różnego rodzaju serwisy internetowe. Tu masz przykład: http://www.impossible.sg/wp-content/uploads/2013/04/Google-Heatmaps.jpg?9ea05c - im bardziej czerwone, tym częściej, gęściej użytkownicy spoglądali w dane miejsce. No mniejsza o to - w związku z tym, że poipoi łamie zasady usability, nie jest możliwe aby było wykorzystywane przez użytkowników zgodnie z Twoimi/Waszymi założeniami. Po prostu nie ma takiej możliwości :(
       
      To w sumie tyle, co najważniejszego chciałem przekazać. Projekt jest dobry na stan internetu w latach 1998-2000 oraz projekt nie ma fizycznie możliwości osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu (nawet małego) przy zrealizowaniu go w postaci takiej, jak mi zaprezentowano, co stwierdzam (również po konsultacjach z ludźmi z branży), na bazie własnego doświadczenia i wiedzy. Czuję się moralnie zobligowany do przekazania Ci, że na Twoim miejscu nie włożyłbym już w projekt ani złotówki więcej, gdyż są to pieniądze włożone w coś, co nigdy nie przyniesie zwrotu z inwestycji. Przykro mi to pisać, bo pewnie spodziewałeś się usłyszeć coś innego, ale musiałem to wszystko ocenić profesjonalnie, bez względu na sympatię jaką Cię darzę.
      ...

      ------------------------------- moja odpowiedź z dnia 14.01.2015

      Zamykamy więc naszą dyskusję. Jak zechcesz to do niej powrócisz.

      moja pisemna część dyskusji w PS., trochę się rozpisałem, nie musisz czytać jeśli bardzo zajęty jesteś.

      dziękuję Tobie szczególnie za Twoje zaangażowanie i otwartość.
      ...

      PS. mam nadzieję, że Twoje przekonanie się zmieni z czasem i zaczniesz dostrzegać wręcz coś przeciwnego a mianowicie, że właśnie takiego portalu powoli WI brakuje. Reportal to najzwyczajniej część poipoi - więc widzisz, że ta część działa. Widzisz sam, bez mojego przekonywania, które z innej strony jak sam tego doświadczyłeś, wpłynęło na Twoją opinię o realności sukcesu projektu WI. Wpłynęło moje przekonywanie ponieważ jak sądzisz nie miałem racji i musiałeś bronić swojego zdania.

      I tu jesteśmy blisko głównego problemu: Ja jestem problemem i moje wywody. Bez wchodzenia w szczegóły dlaczego tak jest - ogólnie można powiedzieć, że moja pewność siebie jest odbierana od samego początku za szaleństwo obłąkanego i niedouczonego umysłu. Takie podejście wspiera również mój wygląd, moja zmarszczona skórka. :-)
      Moja osoba to główny powód a brak zespołu to rezultat. Sam ten mój wywód tutaj mówi o moim charakterze, dociekliwości, drobiazgowości, ktoś inny powie: "laniu wody".

      Jestem świadomy, że aby zacząć realizować projekt należałoby mnie zaakceptować z koncepcją WI. Koncepcję, którą wg.mnie poznałeś w 66% (to wyjątkowo dużo). Z powodu mojej osoby zaoferowałem Tobie zarządzanie projektem aby dać Tobie wolną rękę. Jeszcze tego nikomu nie zaoferowałem od dobrych 6 lat jak się z tym noszę.

      Myślę, że sama koncepcja nie jest błędna. Jej realizacja się dokonała, w 4 prototypach (kiedyś programiści PCSS Poznań uważali technicznie projekt jest niemożliwy do wykonania). O wyglądzie i harmonii funkcjonalności w ogóle nie można mówić bo to za wcześnie. Do tego trzeba przysiąść,  dopasować do aktualnych trendów i grupy pierwszych odbiorców, możliwości produkcyjnych czy obsługi portalu on-line - oczywiste, że ta praca zawsze jest zaplanowana i zmienia nawet znacznie założenia projektu.

      Na obronę koncepcji WI mam to, że byłem od samego początku internetu (1996) i jego wcześniejszych wersji (1989) i obserwowałem zjawiska, o których Ty tylko czytałeś lub słyszałeś z opowiadań. Oraz to, że pomysł był uzupełniany przy współpracy z ponad 100 osób.

      To czego Ty w analizie nie uczyniłeś to:
      - nie uwzględniono statystyk (a jak je znasz sprawdziliśmy)
      - pominięto w znacznej części trendy i oczekiwania grup odbiorców
      - nie dostrzeżono głównego problemu, brak zespołu od wielu lat.

      Oczywiście mogę się mylić. Aż drżę przed dniem kiedy to o czym pisałeś motywując bezsensowność WI stanie się dla mnie zupełnie oczywiste. I co wtenczas zobaczę? Zobaczę wtenczas tę wielką pomyłkę. Zobaczę to właśnie z tej negatywnej (dla sensu realizacji) strony. I co z tego. Wiem, że to nastąpi. Bardziej zastanawiam się czy się przestraszę. Czy będę starał się coś naprawiać i ile?.

      Uważam, że każdy projekt ma taką negatywną stronę. Przed czy po realizacji. Ważne jest jak zareagujemy kiedy uświadomimy sobie tę stronę bardzo wyraźnie. Czy zanegujemy wszystko co zrobiliśmy, czy będziemy kontynuować mimo to?

      Np: Koncepcja i realizacja Naszej Klasy była wspaniała prawdopodobnie przed i w trakcie realizacji. Po realizacji i pozyskaniu milionowych użytkowników, nie było koncepcji co z NK dalej zrobić. Ale to nie był ich pomysł, trudno było im go rozwijać. Ktoś doczekał uświadomienia sobie bezsensowności NK w momencie gdy NK już traciła użytkowników. Nie chodzi o to, że i tak ktoś zarobił, pomyśl o utraconym potencjale, o utraconych kontaktach. NK sprzedano. Nadal jest tam kilka milionów uż. W WI takiej sytuacji wyszliśmy na przeciw, ale w to nie uwierzysz.

      ...ja

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      piątek, 09 stycznia 2015 18:30
    • Zaproponowaliśmy współpracę Nick Vujcic

      po tym jak powiedział coś takiego w 12:00 minucie wywiadu (link) z organizatorem przygotowującym jego odwiedziny w Polsce w kwietniu 2015.

      zaproponowaliśmy 50 % udziału w projekcie.

       ----------- w międzyczasie jeszcze raz napisaliśmy email

      ------------ w grudniu wysłaliśmy ponownie list tym razem pocztą listową.

      ------------ 01.02.16 otrzymaliśmy odpowiedź.

      ...

      Thanks so much for your nice letter. Unfortunately, because of his very full ministry schedule, it is not possible for Nick to meet with or correspond individually with the many dear friends that contact him. However, he does appreciate the many letters and emails he receives. 

      I wanted to thank you for sharing about your portal idea, but I regret to inform you that Nick and the ministry are not able to take on any new projects at this time, we thank you for your understanding. 

      You have asked about Nick's speaking schedule, I would like to suggest you keep checking Nick's website www.lifewithoutlimbs.com for event information. You can also check out his event calendar at: http://www.lifewithoutlimbs.org/events/

      May the Lord bless you in this new year. 

      Sincerely, ....

      Support at Life Without Limbs

      For by grace you have been saved through faith, and that not of yourselves; it is the gift of God, not of works, lest anyone would boast.  Ephesians 2:8-9

       

      --------------------------------- ponowny email 19.07 2016

      Dear ....

      You see, for the half a year I left the writing a letter with my answer to You.

      I am trying to ask again. In Europa we have some challenge with refugees and what is realy sad with terrorism. We decided to make everyting to go faster, to run our all ideas to make solutions to this problems. Becouse of peoples live saving.

      This project idea of us from Poland is comparable to the functionality of Nick project. It is no problem Your idea is better or our project is older. We people from different continents have to learn to join our ideas, capabilities, potential of location. Just because it is logical and is happening now with this letter.

      Nick is addressed but there are many of Your people they worked with You and Nick ofcourse. Please make it easy. Please lets make it together no matter how difficult it will be.

      Nick is talking public about His Big Internet Idea and obviously ask for some help. Nick is comming to our city for second time I heard. This is extremely important for the both projects. It make it much easer and real.

      Bardzo serdeczne pozdrowienia i niech Bóg Was błogosławi.

      ......

      Ask, and it shall be given you; ... Mat.7.7 ...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      piątek, 09 stycznia 2015 17:58
  • poniedziałek, 03 listopada 2014
    • Pracujemy nieefektywnie z powodu rodzaju pracy?

      komentarz do artykułu: Larry-Page-komputery-zabiora-wasze-miejsca-pracy-pogodzcie-sie-z-tym

      .... Nie można poprzestać na życzeniu sobie, aby tego rozwoju nie było, bo on i tak nastąpi. Ze względu na komputery, które są w stanie zastąpić nas w coraz większej liczbie zawodów, zmieni się sposób, w jaki myślimy o pracy. Nie ma co do tego wątpliwości i nie ma co liczyć na to, że tak się nie stanie.Wyzwaniem dla firmy Google, jest w tym kontekście "wypracowanie nowej formy współistnienia między ludźmi i technologią."

      Page uważa, że kurczowe przywiązanie ludzi do pracy jest bezsensowne: "Idea zachowania za wszelką cenę miejsca pracy i wykonywania jej w sposób nieefektywny jest moim zdaniem kompletnie pozbawiona sensu. To nie może być prawidłowa odpowiedź".

      mój komentarz:

      Takie oświadczenie jednej osoby, jeśli to oczywiście nie przeróbka mediów, jest dość niebezpieczne. Na szczęście proces ten nie będzie następował szybko. 

      Rodzaj pracy zależy od systemu gospodarczego, ten od systemu finansowego, ten od nim kierujących, ci od swojej wiedzy i indywidualnych słabości, nawyków i umiejętności.

      Patrząc na przeszłość, podobnych oświadczeń było wiele i jak życie pokazało wcale się tak nie stało jak prorokowali. W tym oświadczeniu przebija się jednak pretensja wyrażająca nieefektywność naszej pracy. I z tym się zgadzam, że jest praca jest nieefektywna jednak źródeł takiego stanu szukał bym nie w podejściu do pracy, czyli jej zachowania za wszelką cenę w możliwościach pracownika i systemie gospodarczym.

      O ile możliwości wydają się łatwiejsze do wyartykułowania w danym przypadku i być może do zmiany to przekładając problem przeszkolenia, dokształcenia, zdobycia umiejętności jest w skali mas trudniejszym zadaniem niż wprowadzenie w systemie gospodarczym nawet setki nowych regulacji. Do których zresztą społeczeństwu łatwiej się będzie dostosować. Ale nie o to chodzi.

      Wraz ze zmianą regulacji w gospodarce i finansach stworzymy tylko inny bardziej wydajny system, kótry po dziesięcioleciach i tak będzie przestarzały, a sam system w tym czasie usprawiedliwiać będzie nasze nowe innowacyjne lenistwo, brak pomyślunku, krtótkowzroczność, marnotrawstwo, być może jednak na innym subtelniejszym poziomie niż tego doświadczamy dzisiaj.

      Rozwiązanie problemu leży w konsekwencji własnych poczynań. Powiem "może", ponieważ rozwiazanie nie powinno być wyartykułowane a wypracowane przez życie i nasze wspólne pomysły i pracę. 

      Poczuć konsekwencje własnych poczynań możemy poprzez Internet. W dzisiejszym świecie przesiąkniętym na wskroś jakby "równoległym" światem wirtualnym utrzymywanym sztucznie poprzez techonologię będzie łatwiejsze jeśli wirtualny swiat Internetu stanie się naszym odbiciem. Aby tak się stało każdy z nas powinien choćby w niewielkim wymiarze mieć na niego wpływ. Wtenczas przybierze ten świat rolę narzędzia.

      Poczekajmy. To się dzieje. Oswajamy się z otwartością internetu, naszą prezencją w nim, naszymi działaniami na polu różnych społeczności. Na razie jeszcze działania nasze są nieefektywne (w sensie tematu tego artykułu) jednak sprawiają, że całe społeczeństwo się przygotowuje to bycia społeczeństwem informacyjnym.

      U podstaw praktycznego działania społeczeństwa informacyjnego prawdopodobnie będą leżały indywidualne umiejętności, ponieważ dostęp do wiedzy będzie pełen.Będziemy zatem dużo rozumieli tylko ze zrobieniem czegoś będzie gorzej. Z drugiej strony aby posiąść podstawową czy kolejno bardziej zaawansowaną umiejętność postrzegania (mentalnego) też nie wystarczy coś zrozumieć, samo rozumienie też trzeba "wyrobić" w sobie. 

      I idąc dalej. Wydostaniem się z ram społeczeństwa informacyjnego będzie zdobywanie umiejętości a te najskuteczniej będzie uzyskać od mistrzów. Dostęp do nich będzie ograniczony na rózne sposoby. Niektórzy będą tak oblegani, że dostęp będzie dla nieprzygotowanych za krótki, inni będą za drodzy. Inna znów część mistrzów będzie trudna do odnalezienia chociaż codziennie będziemy ich mijać na ulicy.

      Dokąd zaprowadzi nas techonologia? Z pewnością wspiera ona biznes, ponieważ jej wytwórcy kasują za nabycie jej będą więc dążyć do utrzymania użytkowników w uzależnieniu. Chodzi o to, że do fajnego życia potrzeba kontaktu z innym człowiekiem, szczęścia, uśmiechu, zdrowia i takich tam rzeczy. I jeśli techologia nam to zapewni trwale to sama się też utrzyma. Ponieważ jednak tak nie jest: psuje się, zużywa, pęka, starzeje, wymaga uaktualnień, dostępu do sieci, do prądu to żadna inna technologia, niż ta, którą mamy nic nie pomoże.

      Różne prorockie filmy pokazały nam gdzie może zaprowadzić nas technologia. To jest z pewnością ślepa ścieżka. Nie można na niej opierać szczęścia w życiu i własnego rozwoju.

      To co pomoże nam w efektywnej pracy to otwartość na pokonywanie trudności, kontakt z innym człowiekiem, umiejętność wybaczania, chęć pomocy, organizacja, wspólne małe cele, trwałe narzędzia, standardy technologiczne, zdrowy rozsądek oraz szacunek dla rządzących i autorytetów.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 listopada 2014 12:13
  • niedziela, 30 marca 2014
    • Zwrot w przygotowaniach.

      Dzisiaj spotkanie z domniemanym wspólnikiem. Nie czytałem emaila, poprzedniego dnia, w którym wyraził swoją rezygnację. Więc na spotkaniu lekko mnie zaskoczył.

      Już wcześniej czułem, że jest obciążony zanadto. Prawie, chciałem mu sam odmówić na ostatnim spotkaniu miesiąc temu. Nie zrobiłem tego ponieważ się zastrzegał, że nad wszystkim panuje.

      Tak pisał:

      "Drogi .....,

      Chciałem Ciebie przeprosić, ponieważ wiem, że będziesz rozczarowany informacjami, które chciałbym Tobie przekazać.

      W związku ze zmianami, które muszę przeprowadzić w firmie konieczne jest zwieszenie części projektów, które realizujemy i zawężenie  się do projektów, które są kluczowe dla firmy, a tym samym mają finansowanie. Jest to sprawa niezależna ode mnie, ponieważ jestem zobowiązany zaspokoić oczekiwania finansowe mojego zespołu.  Wiem już, że im więcej zwlekam z tymi krokami to powoduje to jedynie nawarstwianie się problemów i zobowiązań, z których nie jestem w stanie wywiązać się terminowo. Bardzo chciałem wspólnie z Tobą realizować pomysł portalu i popełniłem błąd nie wycofując się z niego w czasie naszej rozmowy w cukierni. W czasie naszej rozmowy za bardzo się „nakręciłem”, nie weryfikując dostatecznie naszych możliwości. Nałożyły się na to nowe projekty, które zmuszeni jesteśmy w pierwszej kolejności zrealizować od naszych kluczowych klientów.

      Wiem, że będziesz rozczarowany i czuję się źle z tym, że Ciebie zawiodłem. Oczywiście jeśli uznasz, że nie chcesz ze mną współpracować będzie to dla mnie zrozumiałe. Dlatego też, pomysły i inspiracje, które wniosłem możesz wykorzystać przy współpracy z innymi firmami. W obecnej sytuacji nie roszczę sobie żadnych do nich praw. "

      I takiego listu nie otrzymałem dotychczas.  W podobnej sytuacji byłem może ze 20 razy. Ludzie po prostu odchodzili. 

      Sam jestem temu winien, chyba za dużo razy narzekałem, że jestem sam.

      Nie jestem sam, jest ze mną Bolek i Bartek. W ostatnim czasie regularnie, nawet kilka razy w tygodniu kontaktujemy się i przynajmniej raz na tydzień widzimy się.

      Poprawki portalu zakończyły się. Co jeszcze dobudujemy to się okaże.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 marca 2014 01:32
    • Cześć Poległym w walce

      Wczoraj popełniłem pogrzeb, obrządek pogrzebowy starego przyjaciela z lat studenckich na biologii. Grzegorz Sielski zwali go wszyscy. Dzień wcześniej skremowali go. Od Kaplicy na cmentarzu ze 20 minut szliśmy na skraj cmentarza. Zaledwie 20 m od wyjścia. 6 topól i 1 brzoza rosły u wezgłowia grobu. Ładne miejsce.

      Przyszli dwaj koledzy i koleżanka: Marian, Marek i Ania.  Nie widziałem ich z 15 lat. Może dłużej. Jeden stał się habilitowanym drugi właśnie robił habilitację. Ten drugi specjalizuje się w przeźroczystych motylach. Gości razem było prawie 70 osób.

      Córka powiedziała od siebie do mikrofonu. To prawda, Grzegorz do końca był trzeźwy i precyzyjny na umyśle. Miał pamięć absolutną, tak mówił. Miał dłużej niż ktokolwiek z nas czas na rozmyślanie. Był spokojny cierpliwy i niewymagający.

      Ponieważ mógł tylko komentować, słuchał chętnie tego co wydarzało się w moim i innych życiu. Stąd ważnym tematem w moim opowiadaniu był projekt WI. Brał udział we wszystkich jego etapach. Wspierał go intencją. W jego obecności rodziły się kolejne pomysły i rozwiązania aktualnych problemów.

      A więc Grzegorz wypełnił swoje zadanie dane mu z przekrętem mówiąc wraz z jego nazwiskiem. "Położył" się do łóżka i wszyscy chodzili wokół niego. Potraktował życie lekko. Wykonał więc ogromną pracę, wziął na siebie trud bycia nieuleczalnie chorym, oczekującym śmierci, szczególnie w ostatnich latach prawie każdego dnia.

      Jego córka powiedziała na pogrzebie, że w jego stylu byłoby aby pożegnać Grzegorza słowami

      Cześć Poległym w Walce 

      Rodacy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 marca 2014 01:16
  • niedziela, 23 marca 2014
    • Grzegorz odszedł.

      Wczoraj rano wybrałem się do szpitala 15 km od miasta aby odwiedzić mojego starego przyjaciela. Jest chory od 18 lat na stwardnienie rozsiane lub coś co podobnie wygląda. Leży od 3 lat w szpitalu. Właśnie przenieśli go do nowo zbudowanego oddziału palitatywnego, gdzie leżał już od miesiąca, na parterze.Wcześniej w tym samym szpitalu był na 7 piętrze. Tam widziałem go poprzednim razem i obiecałem, że odwiedzę go wkrótce jak tylko zmieni miejsce..

      Nie był w najlepszym stanie, ledwo oddychał. Przysypiał co chwila. Patrzyliśmy sobie w oczy bo mówić już od roku nie miał siły. Mrugał oczyma i bardzo chętnie słuchał. Opowiedziałem mu więc jak się sprawy mają z projektem. Śledził jego historię już od kilkunastu lat. Mówiłem mniej więcej tak:

      Projekt już właściwie stoi. Ciągle pracuję sam, nie mam zespołu ale go postawiliśmy. Wespół z firmą, która stawiała stronę dla naszego Centrum Symulacji. Przy okazji powstał też nasz projekt. I w piątek naniesiono ostatnie poprawki. Jest lepiej ponieważ szef tej samej firmy obiecał zbudować wszystko od początku na kwiecień. Tymczasem zaprezentujemy to co mamy. Szefowi tej firmy spodobała się nasza koncepcja i szanse uruchomienia na początek integrującego portalu dla branży symulacji medycznej. Mam więc rzeczywiście wspólnika.

      Mimo to jestem sam i mam wrażenie, że wszystko i tak muszę zrobić sam. Jeśli pojawiają się przeszkody lub nawet tylko przeczucie jakiejś możliwej trudności to muszę temu sam wyjść na przeciw. Ponieważ są to moje odczucia, że coś się nie powiedzie, moje lęki, że ktoś powie NIE, moja obawa, że ktoś kto ma moc decyzyjną najzwyczajniej się nie zgodzi - więc muszę to sam przepracować w swym wnętrzu. To w sumie nic innego jak myśli, które mnie nachodzą. I z nimi pracuję. Jak mnie nie nachodzą to wszystko idzie bardziej gładko i szybciej. Wtenczas mnie życie zaskakuje gotowymi rozwiązaniami.

      ------

      w chwilę później do pokoju weszły piguły i zarządziły ewakuację ponieważ miała się oddbyć standardowa toaleta. Pożegnałem się z Grzegorzem a wcześniej chyba po raz pierwszy powiedziałem mu, że go kocham.

      Zatrzymałem się w sąsiadującej miejscowości ponieważ musiałem coś załatwić. Za 15 minut otrzymałem od jego matki telefon, że Grzegorz odszedł do świata świętych. Matka była przez ostatnie kilkanaście lat zawsze przy nim. W szpitalu nocowała też, śpiąc w fotelu. Podczas tej wizyty odnowiliśmy swoje numery w komórkach. Za 15 minut byłem już u niej. Grzegorz jeszcze był normalnie ciepły. Pomodliliśmy się i czkaliśmy godzinę na żonę i córkę, która akurat miała szczęście być w Polsce, ponieważ studiuje za granicą. Ostatnie lata Grzegorz żył jeszcze dla córki, tak mówiła mama.

      Nasze rozmyślania podczas tego spotkania krążyły wokół tego, że umysł aby się odnaleźć tuż po śmierci musi się ustabilizować czym prędzej pokonując niespójność dwóch kierunków osi obrotu tak jakby "astronomicznych wizji". Mianowicie odchylenie osi obrotu ziemi od osi słońca i drogi mlecznej. Punktem łączącym te niespójności było oczywiście przejrzyste światło świadomości i podstawy, którego tego dnia doświadczaliśmy wiele. I z tą kosmiczną świadomością wyszedłem ze szpitala.

      Proszę o modlitwę za Grzegorza przez następne dni.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Grzegorz odszedł.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mogewnoge
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 marca 2014 13:07